Ostatnio zastanawiałam się ilu ludziom, których spotykam w sklepach, na targu, na ulicach, w ej chwili rozpada się świat. Z jakimi problemami muszą się uporać, z jaką codziennością muszą żyć. Okazuje się, że jest ich więcej, niż myślałam. Rodziny obok, których żyje, okazują się nie być tak idealne, jak myślałam. Ludzie, którzy wydawali się tak silni, przez większość czasu cierpią. Nawet osoby, z którymi przychodzi mi pracować, mają pogmatwane życie i dopóki nie powiedzą o tym wprost, nie idzie się domyślić. Nie mamy w zwyczaju ogłaszać światu, że życie nam się pieprzy, że coś nie wyszło, że odnieśliśmy porażkę albo sami czujemy się jak chodząca porażka. Zazwyczaj wychodząc do pracy, na miasto czy na zakupy nasze problemy chowamy do kieszeni i uśmiechamy się do świata. Przynajmniej staramy się to robić.

Na palcach jednej ręki mogę policzyć momenty, kiedy widziałam kogoś płaczącego w miejscu publicznym, w kawiarni czy tramwaju. Zawsze w takich chwilach zastanawiam się, jak bardzo musiało być źle, że emocje wypłynęły na oczach obcych ludzi. Ale każdy z nas pęka. Niektórzy robią to nocami w swoich łóżkach, inni wśród rodziny czy przyjaciół. Nie sposób być przez cały czas jednostką odporną na ból i zranienie. Nie sposób mieć życie idealne, nawet jeśli takim chcemy je pokazywać światu. Zwłaszcza że z każdym rokiem staje się on bardziej przytłaczający i zawyża nam poprzeczkę, stawiając nierealne wymagania. Nie wiedziałam, jak wielu ludzi w moim małym mieście chodzi na terapię, dopóki sama nie starałam się o miejsce. Nasze media społecznościowe pękają od szczęścia, a u psychoterapeuty terminy zajęte do lutego.

Myślicie, że mamy więcej problemów niż ludzie żyjący kilkadziesiąt lat temu? Czy po prostu gorzej sobie z tym radzimy. Skąd ten wzrastający licznik samobójstw u dzieci i depresji u coraz młodszych osób? I dlaczego media trąbią o tym nieustannie, a ludzie tak rzadko proszą o pomoc. Wstyd nam się przyznać do problemów, czy prosić o pomoc w ich rozwiązaniu? Prawdopodobnie. Najgorsza jest ta ogłuszająca samotność, kiedy wali nam się życie. Może to jej się boimy. Bo nawet jeśli ktoś będzie towarzyszył nam w naszym bólu, musimy go przeżyć sami. Być może właśnie dlatego nie chcemy wyciągać ręki o pomoc, skoro i tak nikt nie rozwiąże problemów za nas, co gorsza może się od nas odwrócić.

Miesiąc temu myślałam podobnie. Przed wizytą u psychiatry czułam ogromny strach, a podczas niesamowity wstyd. Nawet jeśli myślimy, że łatwiej wygadać się obcej osobie, to cięższe niż myślałam. To jak z płakaniem w miejscu publicznym. Ciężko jest obcej osobie opowiedzieć o problemach, o których nie ma pojęcia, o ludziach, których nie zna, o sytuacjach, przy których nie była, o emocjach, których doświadczamy, a czasami nie umiemy nawet ich nazwać. Należę do wygadanych osób, a w tamtym momencie miałam wrażenie, że każde słowo waży dosłownie tonę. Przez głowę przelatują myśli, jak bardzo jesteś żałosny i nieudany skoro piękne jesienne południe spędzasz w gabinecie, podczas gdy inni żyją i jakoś sobie z tym wszystkim radzą. Wstyd też okazuje się większy, niż się spodziewasz. W ciągu godziny opowiedzieć o tak bolesnych, wstydliwych i upokarzających sprawach, których nie powiedziałabyś nawet najlepszej przyjaciółce. Pokazać drugiej osobie jak bardzo jesteś popaprany. Tutaj dodatkowo wkracza strach przed oceną. Co on/ona sobie o mnie pomyśli? Co, jeśli moje problemy są żadne w porównaniu do tego, z czym radzą sobie inni ludzie?

Nie wiem, kto w tym momencie mnie czyta i w jakiej kondycji emocjonalnej czy psychicznej jesteście. Nie będę tu motywować i inspirować, bo w tym momencie sama jestem jeszcze w przedbiegach, jeśli o porządkowanie swojego życia i psychiki, ale jeśli czujecie się źle i czujecie, że taka pomoc mogłaby Wam się przydać, to spróbujcie. Mimo tego wstydu i strachu taka osoba może przynieść ukojenie i spokój. Czasem warto walczyć o siebie i swoje życie. Nigdy nie myślałam, że ktoś obcy będzie musiał pomóc mi uporządkować relacje uczuciowe, rodzinne, nauczyć radzić sobie z emocjami i lękiem. Po prostu nauczyć mnie żyć samej ze sobą. Ale życie jest mało przewidywalne i toczy się w całkiem zaskakujący sposób. Każdy z nas ma swoje mniejsze lub większe zmartwienia. Z niektórymi radzimy sobie lepiej lub gorzej. Z innymi wcale sobie nie radzimy. Moim skromnym zdaniem najważniejsze jest, by odważyć się, poprosić o pomoc. Nawet wstyd i strach są lepsze od cierpienia.

Dziel się :