Zadaliście sobie kiedyś to pytanie? Czy jesteście dobrymi ludźmi? Kiedy możemy nazwać siebie dobrą osobą? A kiedy złą? Kiedy zaczynamy być dobrzy, a kiedy to kończymy? Jakie uczynki świadczą o tym, że jesteśmy dobrzy? Pomoc najbliższym? Obcym? Poświęcenie? Dobroczynność? A może wystarczy nie zabijać i dzień święty święcić? I czy jest jakiś ogólny wyznacznik bycia dobrym człowiekiem, czy każdy z nas tworzy go sam?

Za nic nie potrafię ugryźć i rozgryźć tego tematu i prawdopodobnie nigdy bym na niego nie wpadła. Do artykułu natchnęła mnie  jednak wiadomość na IG od jednej sympatycznej osóbki, którą serdecznie pozdrawiam. Napisała mi, że jestem utalentowaną i dobrą osobą, co oczywiście od razu zanegowałam i do tej pory neguje z wielu powodów. Jednak dłuższej chwili zaczęłam się zastanawiać co oznacza bycie dobrą osobą.

Nie umiałabym nazwać siebie dobrym człowiekiem. Prędzej leniwym, kreatywnym, samolubnym, ale skłonnym do poświęceń. Za nic w świecie dobrym. Dobry człowiek kojarzy mi się z kimś, kto pomaga innym na szeroką skalę, nie krzywdzi ludzi wokół siebie i wszędzie stara się czynić dobro. Ja z pewnością do takich osób nie należę. Na pierwszy rzut oka, myśląc o dobrym człowieku, widzę samarytanina, wolontariuszy w Afryce, strażaków ratujących ludzkie życia. Ale co gdy ten sam strażak tak bardzo pomagający innym,  w życiu prywatnym okłamuje i krzywdzi swoich bliskich? Czy nadal możemy nazwać go dobrym człowiekiem? Czy człowiek ma szanse być jednoznacznie dobry? Czy jeśli jestem wolontariuszką, pomagam innym, ale w życiu prywatnym krzywdzę innych, to jestem złą czy dobrą osobą? Jaki jest przelicznik uczynków dobrych, dzięki którym stajesz się dobrym człowiekiem, a jaki złych dzięki którym stajesz się zły? Patrząc na swoje 25 letnie życie, wyrządziłam prawdopodobnie więcej złych niż dobrych uczynków. Mimo tego są na tym świecie osoby, które potrafią nazwać mnie dobrym człowiekiem, choć opinie na ten temat są w większości sprzeczne. Miałam szczęście usłyszeć od kilku osób, że jestem wspaniałych człowiekiem. Ba! Zdarzyła się osoba, która w przenośni dziękowała Bogu, że mnie poznała, bo zmieniłam ją na lepsze, nauczyłam bycia lepszym człowiekiem. Czy może być coś piękniejszego od uczenia drugiego człowieka emocji, otwierania się na świat i uczucia? Od wielu osób słyszałam, że w pewnych kwestiach jestem ich autorytetem, ale też od ogromnej ilości usłyszałam, że jestem porażką życiową i żałują, że kiedykolwiek spotkały mnie na swojej drodze.

Mówi się, że swojej opinii o sobie nie powinniśmy uzależniać od opinii innych ludzi, ale to nie właśnie zachowania w stosunku do innych ludzi sprawdzają tak naprawdę naszą dobroć i nasze człowieczeństwo?

Bycie dobrym człowiekiem to kierowanie się dobrem innego człowieka

Takie wyjaśnienie bycia dobrym człowiekiem znalazłam na jednym z blogów. Czy faktycznie tak jest? Ale co gdy czyjeś dobro koliduje z naszym dobrem? Czy całe życie mamy poświęcać swoje dobro dla innych? Czy faktycznie bycie dobrym człowiekiem oznacza bycie dobrym dla drugiego człowieka, nie bycie dobrym dla siebie? Dobroć wobec samego siebie jest gorszej kategorii niż dobroć wobec innych?Oczywiście, wielu z Was odpowie mi, że najlepiej szukać złotego środka. Ale co w momencie jeśli musimy wybierać między naszym dobrem i rozwojem, a ludźmi, którzy nas potrzebują? Co jeśli dobroć dla jednego i drugiego człowieka się wyklucza?

I w końcu co z byciem złym człowiekiem? Kiedy stajemy się złymi ludźmi? Czy jest jakaś granica ilości złych uczynków po której można nazwać siebie złym człowiekiem? A jeśli nie ilość, to jakość danych uczynków? Czy osoba, która zabiła człowieka jest złym człowiekiem? A co jeśli przez całe swoje życie niosła pomoc i dobro innym ludziom? I odwrotnie czy osoba, która nikogo nigdy nie zabiła, nie okradła, nie pobiła, ale oszukiwała i raniła swoich bliskich jest umiarkowanie złą, czy całkowicie złą osobą? Czy są uczynki, które od razu wrzucają nas do odpowiedniej kategorii? Wybaczcie ilość być może bezsensownych pytań w tym artykule, ale jest ich we mnie znacznie więcej niż odpowiedzi. Nie spotkałam się z sytuacją, kiedy nazwałabym kogoś złym człowiekiem. Nawet jeśli człowiek popełnia masę błędów, to zazwyczaj staram się w nim szukać dobra. Podobnie mam jednak z tym, że nie nazwałam żadnej znanej mi osoby w pełni dobrym człowiekiem.

Mówi się, że w człowieku tak jak w świecie – jest tyle samo zła co dobra. To znaczy, że obiektywnie patrząc nie możemy być ani dobrzy ani źli, jedynie nasze zachowania w konkretnych sytuacjach mogą być lepsze lub gorsze a to i tak wizja subiektywna, bo każdy całkiem inaczej pojmuje dobro. Znalazłam w sieci jednak jedną wypowiedź, z którą mogłabym się w pełni utożsamić.

Czy jest ktoś, kto w oczach miliardów ludzi byłby wyłącznie dobry?
Otóż nie i nie jest nawet takim Bóg. Nawet Bóg nie jest dobry w oczach wszystkich. Wielu ludzi upatruje się w Nim zła czy niesprawiedliwości. Nie możemy zmienić całego świata. Możemy zmienić świat chociaż na chwile dla jednego człowieka.

Nie jestem pewna czy możemy i umiemy być w pełni dobrymi ludźmi. Jedyne co nam zostaje, to chęć czynienia większej ilości dobrych niż złych uczynków względem ludzi, których spotykamy na swojej drodze.

Jestem ciekawa jak Wy odpowiadacie na to pytanie i czy w ogóle jest na nie odpowiedź. Czujecie się dobrymi ludźmi mimo błędów, które popełniacie?

 

Dziel się :