Po pierwsze nie panikuj. Nawet jeśli ta decyzja jest dla Ciebie zaskoczeniem, to nie jest końca świata.  Po drugie nie zabraniaj, nawet jeśli nie zgadzasz się taką decyzją, świadczy ona o światopoglądzie, który wyrabia sobie dziecko. Pamiętaj, wizja zmian jest bardziej przerażająca od rzeczywistości, z którą przyjdzie Ci się zmierzyć.

Dla dorosłych wegetarian taki problem to żaden problem. Z perspektywy rodziców, którzy są najzwyczajniej w świecie mięsożerni, jest to radykalna zmiana w życiu dziecka. Pamiętam reakcje moich rodziców, gdy w wieku 11 lat oznajmiłam im, że przestaje jeść mięso. Pierwsze co, to było „puknij się w głowę”, „bez mięsa nie możesz żyć” i „to niebezpieczne dla zdrowia”. W mojej rodzinie nigdy nie było wegetarianina, na obiedzie zawsze gościło mięso i polskie potrawy.  Moi bliscy byli tak nieuświadomieni, że padały nawet informacje, że jak przestanę jeść mięso, to nie będę miesiączkować i mój okres dojrzewania będzie zaburzony. To tego najbardziej brakuje zlęknionym rodzicom i najbliższym  – wiedzy. Wiedzy jak dbać o dietę wegetariańską by nie wpłynęła źle na mały organizm, jakich suplementów używać, jak odżywiać dziecko, by wskaźniki żelaza, czy białka nie spadały i z czym tak naprawdę wiąże się dieta wegetariańska. Posługiwanie się najpopularniejszymi mitami wobec dziecka jest po prostu słabe, bo świadczy to o naszej bezsilności i niewiedzy. Lepiej zapoznać się z tematem, skonsultować z dietetykiem/lekarzem, jeśli to aż tak nas niepokoi, dopiero potem wypowiadać się na tematy zdrowia. Warto by dziecko na stałe było pod opieką lekarską.

Gdy słyszę argumenty typu „nie urośniesz”, „tylko mięso ma białko”, „wpadniesz w anemie” w kieszeni otwiera mi się nóż. To smutne, gdy uważają, że tradycyjny obiad opierający się na mięsie niewiadomego pochodzenia, zasmażce, skwarkach jest zdrowszy, niż makaron z pesto bądź puree z batata. Pal licho ich poglądy, najgorsze jest to, że zmuszają do takich samych wyborów swoje dzieci. Najgorszej mają podopieczni, gdzie rodzina jest typowo starej daty, lub mieszkające w gospodarstwie, gdzie od wieków zwierzęta się zabija i kładzie na stół. Tam wegetarianizm traktowany jest jak wymysł, fanaberia, przewrócenie w głowie. Wiem, bo sama się spotkałam z takimi opiniami. Na nic się zdają logiczne argumenty, więc najlepiej to ignorować, jeśli nie da się już edukować. Ale tutaj też kieruje się do rodziców, nie lekceważcie swojego dziecka. Dziecko czuje się fatalnie, słysząc, że jego poglądy to widzi mi się, że mu przejdzie, że to wymysły. Dla niego taka decyzja jest ważna i zaszczepia w nim pewne idee, chęć walki o coś znacznie większego niż obiad, empatię w stosunku do zwierząt, pewną rozwagę już w młodym wieku.  Osobiście byłabym dumna z dziecka, które w wieku kilkunastu lat potrafi podjąć taką decyzję i uczy się wyrzekać czegoś dla dóbr znacznie wyższych.

Co ty będziesz jeść

To drugie najpopularniejsze zdanie wypowiadane przez rodziców. Pierwsze to – Nie będę gotować drugiego obiadu. Często pojawia się też karanie dziecka za niezjedzenie mięsa, niepozwolenie mu na odejście od stołu, przemycanie mięsa lub wciskanie go na siłę. Takie i inne „metody wychowawcze” stosują rodzice, którzy epatują bezradnością w stosunku do decyzji swojego podopiecznego. Co dziecko będzie jeść? Całkiem sporo i to bez tłuszczu, chemii i innych świństw pakowanych do mięsa. Rośliny, owoce i nabiał. Da się żyć, zwłaszcza że sklepy pękają od gotowych produktów wegetariańskich, wege knajpy rosną jak po deszczu, a przepis i blog wegetariański również nie trudno znaleźć. Tylko trzeba chcieć. Przeraża mnie postawa rodziców niezaangażowanych w wychowanie swojego dziecka. Przez wychowanie nie mam na myśli, że dziecko robi to co my chcemy, jest grzeczne i zajmuje się sobą. Mam na myśli słuchanie argumentów dziecka, prowadzenie z nim dyskusji, uczenie go argumentacji bez krzyku, poznawanie jego myśli i podejścia do życia. Dziecko to przecież oddzielna istota i co większości rodziców w głowie się nie mieści, ma prawo do swoich niezależnych poglądów. Jak słyszę „będzie mogła to robić jak będziesz dorosła/wyprowadzisz się/będziesz na swoim” to mam ochotę po prostu to obśmiać. Żaden człowiek nie lubi gdy ktoś mu rozkazuje, pomiata nim, bądź zakazuje czegoś bez odpowiedniej argumentacji. Tymczasem to my często odpowiadamy dzieciom „bo tak”, „bo tak powiedziałem/am”. Zachowujemy się dokładnie tak, jak nie chcielibyśmy żeby nas traktowano.

Wracając do kwestii wegetarianizmu, organizm dziecka nie zauważy zmiany, jeśli będziemy wspierać go w tym procesie i dbać by niczego mu nie zabrakło. Jeśli chodzi o te gotowanie drugiego obiadu, to sama słyszałam podobne słowa i młodsze osoby, z którymi teraz rozmawiam, równie często to słyszą. Wiem, że łatwiej jest ugotować schabowego, ziemniaki i surówkę, niż poeksperymentować z kuchnią, ale grożenie, że albo jesz to, albo nic, to wstyd dla rodzica. Po pierwsze, nic nie stoi na przeszkodzie, by cała rodzina jadła zdrowiej i od czasu do czasu próbowała obiadów bezmięsnych. Po drugie ugotowanie kotleta sojowego to proces krótszy niż przygotowanie schabowego. Po trzecie, szanujmy się. Mam wrażenie, że wielu rodziców zapomina o tym, że dziecko to też człowiek i zamiast uczyć go odrębności, chęci postawy nonkonformistycznej, tłumi jego poglądy, ideały już od najmłodszych lat. Taka postawa drażni mnie tak, jak wpychanie dziecku na siłę tego czego nie lubi. Każdy z nas ma coś, czego po prostu nie je. U mnie jest to botwina, nie jem, nie lubię, a w dzieciństwie musiałam jeść z tego zupę na siłę, nieważne czy lubiłam, czy nie. Rodzice często robią to by poczuć wyższość i umocnić swój autorytet. Tak naprawdę nie robią nic innego, jak ośmieszają samych siebie i swój brak argumentacji.

Tak więc kochajmy nasze dzieci i szanujmy je przede wszystkim. Doszkalajmy się w dziedzinach, o których nie mamy pojęcia. Czytajmy, oglądajmy, słuchajmy. Przede wszystkim dzieci, które są jeszcze czyste i niezniszczone tym światem, przez co mogą nam pokazać wiele piękna.

 

Dziel się :