Bo feminizm ma twarz tysięcy kobiet i mężczyzn. Ma twarz moją, Twoją, jej i jego. Feminizm walczy o równość płac i  o wolność aborcji. Feminizm nie popiera aborcji, ale walczy o równe przywileje i obowiązki. Feminizm chce chodzić bez staników, walczy ze stereotypami i depcze konwenanse. Feminizm idzie na czarny protest, feminizm zostaje w domu. Feminizm walczy o karmienie piersią, nie popiera równych obowiązków i nie wyobraża sobie życia bez staników. Feminizm walczy o prawa wyborcze, o sprawiedliwe wyroki dla gwałcicieli, o likwidację podwójnych standardów. Feminizm nie zgadza się ze sobą i wyklucza się wzajemnie. Bo ile kobiet, tyle oblicz feminizmu.

Każdy jest inny

Feminizm to ogólnie rzecz biorąc, walka o równouprawnienie kobiet. Czym ono jest? Na to pytanie każda z nas odpowie inaczej. Dla jednych będzie to walka o równość ekonomiczną i wyborczą, dla innych edukacyjną, seksualną i kulturową. Ile kobiet, tyle podejść do tego zjawiska. Nasze poglądy różnią się od miejsc, w których żyjemy, od środowisk, które nas wychowały i doświadczeń, które nas dotknęły. Polskie fale feminizmu, nigdy nie staną na równi z feminizmem islamskim, bądź muzułmańskim. Bo kiedy feminizm islamski walczy o dostęp kobiet do modlitw publicznym, zachód walczy z seksizmem i równymi płacami. Dla czarnego feminizmu najważniejsze są problemy kobiet czarnoskórych, dla kulturowego media masowe, słownictwo i sztuka. Kiedy Bruksela walczy z wiekiem emerytalnym, Brazylia protestuje po gwałcie na nastolatce. Gdy Kenijki wychodzą na ulice po grupowym gwałcie, Polki maszerują alejami, walcząc o aborcje. W Turcji kobiety protestują po śmierci dziewczyny, która broniła się przed gwałtem, a Indie walczą o dostęp do edukacji.

Każdy z nich walczy o kobiety, ale każdy w inny sposób. Dla kobiet, które maszerują w czarnym proteście, walka o żeńskie nazwy zawodów jest błaha, tak jak nasze strajki dla Kenijek. Dla jednych walka z seksistowską reklamą może być stratą czasu, bo prawdziwy feminizm walczy o równouprawnienie w kwestii płac i dostępu do stanowisk. Każda z nas ma swoje własne poglądy na walkę, równość i bycie feministką. Dla mnie feminizm to wszystko po trochu. Nie uważam, że walka o pro kobiece słownictwo jest mniej ważna niż walka o równe płace. Każdy problem jest inny, ale wszystkie są ważne. Nie oznacza to oczywiście, że z każdą postawą feministek się zgadzam. Nie jestem za wolną aborcją i równym wiekiem emerytalnym dla obu płci. Zaś w stu procentach zgadzam się z walką o wizerunek kobiety w mediach, o wolność ubioru, o zrywanie z konwenansami i podwójnymi standardami. Jak każdy człowiek, mam swoje poglądy na wolność, równość i dyskryminację.

Każdy jest ważny

To czy z czymś się zgadzam, czy nie, nie przesądza o tym, czy jest to potrzebne. To, że nie jestem zwolenniczką wolnej aborcji, nie oznacza, że chce odbierać wybór innym kobietom. To, że nie popieram równości w sprawie wieku emerytalnego, nie oznacza, że nie popieram jej, jeśli chodzi o wybór zawodu. To wszystko może się wykluczać wzajemnie, ale żadna idea nie jest w 100% spójna i przypadająca do gustu wszystkim. Każda feministka, która na swój sposób walczy o kobiety. Nie jest dla mnie ważne czy mają piątkę dzieci, czy nie mają ich w ogóle. Czy są lesbijkami, singielkami, żonami czy rozwódkami. Czy golą nogi, czy są wypacykowane od stóp do głów. Czy codziennie zakładają szpilki, czy nigdy nie włożyły sukienki. Wszystkie z nas są tak samo ważne i wartościowe. I te, które głośno krzyczą przed sejmem i te, które krzyczą do telewizora, tuląc dzieci. Nie zgodzę się tutaj z Zanussim, który dzieli feminizm na dobry i zły. Pierwszy należy popierać, drugi zaś tępić. W każdym znajdziemy coś dobrego i złego. Tak samo, jak w każdej innej ideologii.

Denerwuje mnie jedynie bierność. Postawa kobiet, które przez to, że same czują się wolne, nie muszą walczyć o wolność innych kobiet. Tak jak Chylińska, gdy powiedziała, że nie popiera ruchu wyzwolonych kobiet, bo sama nigdy nie czuła się zniewolona, by teraz czuć się wyzwoloną. Ta bierność denerwuje mnie również u mężczyzn, którzy mając żony, córki, dziewczyny, matki i siostry, nie robią nic by żyło im się lepiej. Najgorszym wyjściem jest brak chęci do walki i niezauważanie spraw, o które walczyć warto. Bo nawet jeśli Ty czujesz się wolna, nie odczuwasz żadnych ograniczeń płciowych, masz dobrą pracę, nie spotkałaś się z seksizmem, to inna nie musi mieć takiego szczęścia. Tak wiem, o siebie łatwiej jest walczyć niż o innych, ale czasem trzeba. Bynajmniej nie chodzi mi tutaj o leżenie kłodą na radiowozie policyjnym, ale chociaż o dobre słowo, o edukowanie dzieci i najbliższych. O zwykłą solidarność kobiet i mężczyzn. Bo nie wyobrażam sobie niewłączenia się do walki z dyskryminacją mężczyzn, która też istnieje. Każdy z nas niezależnie od płci, statusu społecznego, orientacji i koloru skóry, zasługuje na równe traktowanie w każdej sprawie. Idealistycznie, ale tak być powinno. Bo chodzi tutaj o solidarność człowieka z człowiekiem.

 

 

Dziel się :