„Ale fajny tyłek”, „Umówisz się ze mną?”, „Ale dupa”, „Brałbym”. Ile razy zdarzyło się wam na ulicy słyszeć właśnie takie epitety pod swoim adresem? Ile razy wgapiano się w wasze części ciała i głośno je komentowano? Ile razy to wy byłyście zawstydzone i skrępowane, nie wiedząc gdzie podziać wzrok? Mnie takie sytuacje zdarzały się często i ani razu nie potraktowałam ich jako komplement. Dlaczego? Bo nie jestem dekoracją, a zaczepki nie są komplementami. 

Moje ciało to nie dekoracja

Dla wielu kobiet odzywki na ulicy nic nie znaczą. Większość się uśmiechnie, spuści wzrok, a nawet ucieszy. W Stanach to zjawisko nosi ono nazwę „catcalling”, we Włoszech jest to standard, a w wielu krajach jest to po prostu słowne molestowanie. Coraz więcej organizacji stara się z nim walczyć, bo żadna z nas nie powinna traktować takich słów jako komplementu. Niezależnie jak powalający byłby mężczyzna, który występuje w roli gwizdacza lub seksistowskiego megafonu. To po prostu czysty seksizm, z którym trzeba walczyć. Niebywałe jest to, że każdy z nich uważa, że ma prawo do naszych ciał. Do ich głośnego komentowania, do nazywania ich tak jak chcą, do używania poniżających epitetów i utożsamiania nas z dekoracjami w sklepie. Każdy z nich traktuje naszą anatomię jak stworzoną dla mężczyzn rozrywkę. Jakby nasze piersi, pupa, brzuch i wszystko inne, było tylko po to, by cieszyć ich oko. Dokładnie tak określono nasze piersi w spocie NFZ, który bardzo szybko został zdjęty ze względu na szowinistyczne przesłanie – SPOT NFZ. Nawet przy tak ważnej sprawie, nasze części ciała są jedynie po to, by skakały podczas biegania i by komuś poprawić humor.

Nie mam pojęcia, skąd bierze się u mężczyzn świadomość posiadania prawa do tak intymnego zachowania, jak komentowanie walorów drugiego człowieka wbrew jego woli. Czy mogą być aż tak prymitywni, by uważać, że ktoś traktuje trąbienie lub gwizdanie jako komplement? Czy uważają, że miłym byłoby głośne komentowanie ich penisa np. w obecności ich rodziców, dzieci, bądź szefów? Czy chcieliby, by tak zachowywały się ich żony, matki i córki? Co jest najlepsze większość mężczyzn i wiele kobiet traktuje to naprawdę jako rodzaj komplementu. Adresatka słów „bzykałbym” powinna się cieszyć, że ktoś jeszcze docenia jej ciało, że ktoś okazuje jej zainteresowanie. Fora internetowe wręcz huczą, że te słowa to łaska ze strony mężczyzn, a my powinnyśmy być im wdzięczne. Co się dzieje, gdy nie jesteśmy? Komentarze się nasilają, stają się mniej przyjemne i bardziej gwałtowne. No bo jak? Nie przyjęłyśmy komplementu? Nie podałyśmy numeru telefonu? Nie zwróciłyśmy uwagi? Epitety typu „Fajna dupa” i „Dobre cycki”, zmieniają się raptownie w słowa „O jaka wielka Pani”, „Sztywniara” i „Dziwka”. Tak jakby niemożliwym było odmówienie, brak chęci, brak zainteresowania. Miałam podobną sytuację, będąc któregoś razu w klubie z koleżanką. Stałam sama, bo koleżanka poszła już po kurtki. Podszedł do mnie chłopak, który zapytał mnie o taniec. Ja oczywiście odmówiłam, ale chłopak nie dawał za wygraną, podchodził kilkukrotnie, aż zapytał mnie, po co tutaj jestem, skoro nie chce tańczyć. Zdębiałam.

Mój ubiór to nie zaproszenie

Niezależnie od tego, jaki jest. Gotuje się we mnie, gdy słyszę, że kobieta, ubierając się „wyzywająco”, godzi się na takie komentarze. Wkładając krótkie spodenki, spódniczki, sukienki i szpilki, godzimy się na natrętny wzrok i napastowanie słowne. W takim razie na metkach powinny być takie ostrzeżenia, bo takie argumenty są po prostu śmieszne. Ja jestem zdania, że mogę iść po ulicy nawet naga i nikt nie dostał ode mnie prawa, by mnie komentować, wgapiać się, dotykać mnie czy zgwałcić. Jesteśmy cywilizowanymi ludźmi jedynie, gdy kobieta chodzi zapięta od stóp do głów, bez makijażu i z upiętymi włosami? Pardon! Nawet wtedy zdarzają się komentarze w stylu „cnotka niewydymka”, „ale brzydal”, „jakby założyła jakąś kieckę, to może byłaby całkiem do rzeczy”. Niezależnie od naszej figury, wyglądu, stylu, zawsze jesteśmy przedmiotem komentarzy. Prawo do naszych ciał w męskich rękach jest traktowane jak coś naturalnego. Nasza niezgodna jest zaś traktowana jak fanaberia, przewrócenie w głowie i skutek feminizmu. Niestety seksizm będzie trwał nadal, dopóki dopóty kobiety będą się na niego godzić. To brzmi brutalnie, ale tak jest. Kiedy kobiety stanowczo nie będą zgadzać się na takie zachowania, nie będą uśmiechać się i reagować przyjaźnie, może coś wreszcie się zmieni.

Coraz więcej kobiet się nie zgadza i głośno o tym mówi. Powstaje coraz więcej kampanii, reklam i eksperymentów, które pokazują, jak zachowują się mężczyźni. Co najważniejsze mówią o tym, że to oni powinni się wstydzić, nie my. To nie my mamy wstydzić się naszych piersi, nóg, pupy, brzuchów. Tak jak oni nie wstydzą się swoich części ciała i obleśnych myśli, fantazji i komentarzy. Pierwszą kampanią, na jaką natknęłam się w tej dziedzinie, była kampania studia filmowego w Indiach. Powyższe video zostało wypuszczone dokładnie rok po grupowym gwałcie w New Delhi. Według mnie jest po prostu piękne. W bardzo delikatny, ale i dosadny sposób pokazuje to, co mężczyźni robią i jak powinni się czuć.  Przykładem świetnych kampanii są również „Everyday Sexism” i „Stop telling women to smile”. Ideą tej drugiej kampanii, było stworzenie plakatów z wizerunkami kobiet i ich odpowiedziami na seksistowskie zaczepki. Kolejna z nich to „Stop Catcalling – Let girl wear what they want”. To nie my mamy się ograniczać, to oni wreszcie mają się zamknąć. To nie jest tylko problem Bliskiego Wschodu. To problem występujący na całym świecie, z którym ciężko jest walczyć. Trudno bowiem wyplenić zachowania, które towarzyszą nam od dawna i do niedawna były po prostu lekceważone. Następnym razem, gdy usłyszycie taki komplement lub zobaczycie natrętny wzrok, nie uśmiechajcie się i nie peszcie. Reagujcie, bo agresja słowna, szybko przeradza się w fizyczną.

Dziel się :