Bosymi stopami przemierzałam miękkie, finezyjnie zdobione dywany. Świeże powietrze w płucach, łapałam na tarasie, podziwiając minaret, z którego muezzin nawołuje do modlitwy. Ja słyszałam jedynie ciszę, bo w moim kraju ten śpiew jest zakazany. Potępiany jest też Koran, który pierwszy raz trzymałam w dłoniach. Mijałam ludzi, uśmiechniętych, przyjaznych, swobodnych, których w telewizji widzę jako potencjalnych terrorystów. Wchodząc do meczetu z bijącym sercem, o dziwo poczułam się dobrze.

Salam alejkum

Od razu przeproszę was za brak fotografii, ale moja wizyta w meczecie wypadła dosyć niespodziewanie i czego do tej pory żałuje, nie miałam przy sobie aparatu. Jednak wracając! Moją pierwszą myślą jeszcze przed przekroczeniem progu był mój skąpy ubiór. Byłam pewna, że przed wejściem dostaniemy jakiekolwiek chusty, by osłonić ramiona i nogi. Jakie było moje zdziwienie, gdy na zapytanie, czy możemy wejść w takim stroju, usłyszałyśmy odpowiedź oczywiście. Spodziewając się złowrogich lub natrętnych spojrzeń, zostałam jedynie miło zaskoczona. Ani kobiety w swoich hidżabach, ani mężczyźni, nie zwracali uwagi na nasze odkryte dekolty, nogi czy ramiona. Przynajmniej nie robili tego w tak ostentacyjny sposób, jaki sobie wyobrażałam. Mimo braku ich reakcji to ja czułam się nieswojo ze swoją „nagością”. Podświadomie czułam, że naruszam ich pewną estetykę i religię. Przed wejściem do głównego holu i sal poproszono nas jedynie o zdjęcie butów, co jednak nie było dużym problemem, bo już na pierwszym piętrze zobaczyłam, że cała sala modlitewna wyściełana jest przepięknym, zielonym dywanem. Była to sala, w której modlą się mężczyźni. Na zwiedzanie z przewodnikiem sporo się spóźniłyśmy, więc raczej błądziłyśmy po omacku, po prostu podziwiając architekturę i kunszt zdobień, mimo że podług naszych rydzykowych kościołów, meczet wygląda po prostu skromnie.

Zieleń dywanu, nadaje kontrast białym ścianom, na których znajdziemy zdobienia z cytatów Koranu. Centralnym elementem jest przepięknie wykonany mihrab, który muzułmanom wskazuje kierunek Mekki. W każdej sali znalazłyśmy również półki z wieloma wydaniami Koranu. Dla zwiedzających był również Koran w interpretacji polskiej, który niesamowicie chciałam mieć na swojej półce, więc dzisiaj z rana od razu go zamówiłam. Sala dla kobiet na drugim piętrze była bardzo podobna, wyściełana jedynie czerwonym dywanem. Układ i półki z Koranem, wyglądają tak samo. Właśnie w tej kobiecej sali każda osoba mogła z pomocą tamtejszej kobiety, założyć hidżab. Na ścianach mogliśmy zobaczyć obrazy z tłumaczonymi na polski cytatami z Koranu oraz najważniejsze postaci Islamu. Ogromnie żałuje, że nie skorzystałam z żywej biblioteki, ale znacznie przekraczało to moje introwertyczne możliwości. Udałam się jednak na przepiękny taras, z którego mogłam podziwiać minaret i posłuchać wyjaśnień mężczyzny, który prawdopodobnie zajmował się organizacją. Wyjaśnił nam właśnie podział sal modlitewnych dla obu płci. Nie zawsze są to oddzielne sale, nieraz jedna sala jest po prostu odgrodzona pachołkami, dając znak, że mężczyźni modlą się z przodu, a kobiety z tyłu. Opowiedział nam nieco o minarecie, z którego muezzin nawołuje pięć raz do modlitwy i ogromnie się zdziwiłam, że adhan jest w Europie zakazany. Ale żeby ktoś mi dał sensowny powód dlaczego tak jest, to nie bardzo.

Kolejnym punktem była niespodziewana i spontaniczna lekcja arabskiego. Kilku zwiedzających było po prostu ciekawych języka i mimo późnej pory, która oscylowała w granicach 22-23, tamtejszy nauczyciel języka arabskiego wyjaśnił nam kilka zasad pisowni tamtejszych słów i naszych imion. W tym wszystkim podobała mi się ich otwartość, uśmiech i dystans do pewnych spraw. Byli całkowicie oderwani od tych złowrogich plakietek, bez których stali się po prostu ludźmi. De śmiało zadawała pytania o frapujące ją sprawy, a ja po prostu chłonęłam atmosferę. Punktem kulminacyjnym była dla mnie wieczorna modlitwa, której byłam świadkiem. Widok tylu mężczyzn w skupieniu modlących się w kierunku Mekki był oszałamiający i porażający. Miałam jednak mieszane uczucia co do naszej obecności tam. Wiele osób ostentacyjnie wyjmowało aparaty i wykonywało im fotografie. Sama nie wiem, jak czułabym się na ich miejscu, gdyby to oni weszli do naszych kościołów podczas niedzielnych mszy i zaczęli nam strzelać foty. Mam nadzieję, że brali na nas poprawkę, bo mimo że dla nich to codzienność, dla nas jest czymś po prostu niespotykanym. Ta modlitwa na długo zapadła mi w pamięci, bo nie spodziewałam się, że możliwe będzie wejście kobiet, europejek, skąpo odzianych do sali modlitewnej. W tamtym momencie poczułam jakby ich kultura i to wszystko co widujemy jedynie w kiepskich filmach, stanęło obok mnie i całkowicie się otworzyło. Niezależnie od tego jaka jest ich religia i modlitwa. Nie oceniam i wartościuje. Dla mnie jest to po prostu ich wiara i całkiem nowa kultura. Ogromnie żałuje, że przez nieśmiałość nie byłam w stanie zadać tylu pytań. Z De. nurtuje nas to dlaczego w każdej sali znajduje się spora ilość chusteczek i dlaczego ich wszystkie litery w słowach są nieprzerwane i pisane w jednej, równej linii. Jeśli ktoś wie, to dajcie znać!

Mam kilka świeżych, nieposkładanych jeszcze przemyśleń. Przede wszystkim zadziwia mnie ich religijność, ich przestrzeganie praktyk, które nasi chrześcijanie po prostu zbywają. Dla nich jak jest modlitwa, to jest modlitwa. Dla nas jak jest niedziela, to jest sklep, praca, spacery, odpoczynek.Czasem idziemy, czasem nie.Nie przywiązujemy uwagi do rytuałów. Zamiast przestrzegać zasad dekalogu, wielu woli leżeć krzyżem w kościele. Większość chrześcijan ani razu nie przeczytała Pisma Świętego, podczas gdy oni cytują Koran z pamięci. Na szczęście media nie zdążyły mi skutecznie wyprać mózgu i wpoić strachu przed inną kulturą. Ani przez chwile nie czułam się zagrożona, niechciana, ani gorsza. Nie patrzyłam na tych ludzi jak na potencjalnych terrorystów, wrogów, czy propagatorów islamu. Ktoś mi powie, że jestem naiwna, bo oni widzą we mnie jedynie niewierną. Ale czy ja nie powinnam widzieć w nich tego samego? Możliwe, ale nie widzę. Dostrzegam jedynie to, jak religia oddziela nas od siebie. Nie wiara w stwórcę, a religia, która nakazuje nam kogo mamy kochać, a kogo nienawidzić. Nadaje imiona temu samemu stwórcy, nazywając go odmiennie Bogiem i Allahem. To nie Koran wzywa to nienawiści, to ludzie i ich opaczne interpretacje do niej wzywają. Patrzymy im na ręce, nie pamiętając już mordów popełnianych przez chrześcijan. Wielu Polaków z niewiadomych powodów nienawidzi Żydów, z którymi ich przodkowie cierpieli na Pawiaku. Łatwiej nam wytykać błędy i zasłaniać się niepojętą kulturą, zamiast spojrzeć w lustro i spróbować zrozumieć coś, co nie jest dla nas dosłowne.  Jedno jest wiadome, łatwiej byłoby nam żyć, wierząc w dobro i pokój, nie w sztuczne podziały nazwane religiami.

 

Dziel się :