antypatycznie.pl

Od 48 godzin, nie robię nic innego, tylko śledzę wiadomości. Dosłownie. Od przedwczorajszej nocy, kiedy przeczytałam akurat post Chajzera, o 2 w nocy włączyłam telewizor i tak płynie. Zmienia się tylko kraj i temat. Wczoraj Nicea, dzisiejsza noc – Turcja. Facebook, nie nadąża zmieniać #prayfor. Był już paris, orlando, nicea, bruksela. Co dalej ?

Śmierć do śniadania

Brzmi strasznie, wybaczcie. Pisałam, że tendencyjnie będzie i jest. Odnoszę się do wczorajszego dnia, jadłam śniadanie śledząc wiadomości. Zabierając się za drugą kanapkę z humusem, czytałam ilu jest rannych, zabitych i w stanie krytycznym. Popijając herbatę, oglądałam ludzi uciekających przed ciężarówką. Dopiero po chwili palłam się w łeb przysłowiowo i zorientowalam jak bardzo przyzwyczailiśmy się do śmierci, zabójstw, zamachów. Dziennikarze jak i sam prezydent Francji, śmie mówić, że przyszło nam żyć w takich warunkach. W takim razie, przejść z tym do porządku dziennego ? To nic, że giną 84 osoby, licząc ich rodziny to właśnie 500 osobom świat się zawalił, wliczając w to przyjaciół i znajomych – powstaje ich ogrom. Do obiadu, dowiedziałam się, że ojciec spalił noworodka a koło mojego rodzinnego miasta, matka zaciukała roczne dziecko. Kolacje, jadłam już przy zamachu stanu w Turcji. Dzisiaj obudziłam się, widząc liczbę około 200 ofiar i niezliczonych rannych. Dzień  w dzień – budzę się w innej tragedii. To jakby inny świat, oddalony od nas ale istniejący. Codzienność, której nie widzimy za oknem, nie przestanie być przecież codziennością. Jak szybko jesteśmy w stanie przejść z tym do porządku dziennego ? Bardzo szybko, każdy z nas ma swoje życie, pracę, pranie, prasowanie, pokemon Go. Dopóki, dopóty nie dotknie to naszych bliskich – nie ruszy nas nic i nic nie zaburzy naszej harmonii.

Zamach do kolacji

Pisząc ten artykuł, zastanawiałam się tak naprawdę, po co i na co go piszę. Chyba po to żeby się wypisać, wyrzucić z siebie te myśli, które walą mi pogłowie jak motyl w słoiku. Na moje nieszczęście ale szczęście otwartego umysłu, mój mechanizm wyparcia, nie działa. Nie mogę odciąć się od zdarzeń, które dzieją się tysiące kilometrów od mojego domu. Dlatego, że za chwile może się to dziać na moim dworcu, na śdm, w kościele, na koncercie, na paradzie, w tramwaju czy metrze. I już nie będzie tak daleko, będzie na wyciągnięcie ręki. Po prostu się nie wyłączam na śmierć i przez to, te doby i tygodnie po tych dobach, żyją się kijowo. Nie będę łapać stworków na ulicach, spójrzmy na to trzeźwo, jestem na to za stara i za ogarnięta. Nie mogę na siłę wpychać sobie papki do mózgu, mówiąc „nie mogę tego oglądać żeby nie zwariować”, „jakby każdy tak o wszystkim myślał, to by zwariował”. Otóż słowa mojej ukochanej rodzicielki, które niszczą mi czachę. Co możemy więc zrobić ? Nic. Dziennikarze mogą zdawać nam relacje, policja może chronić lub niszczyć, lekarze mogą leczyć, fotografowie na miejscu – pokazywać nam co się dzieje, my jako blogerzy czy pisarze – możemy o tym pisać. Dzisiaj przeglądając blogi, zauważyłam ile osób pisze po prostu o bzdurach, zamykając oczy, ślepnąc z własnego wyboru. Nie dowiedziałam się o ich odczuciach ale o tym jak pokemon Go wpływa na Twój biznes. Żem się przywaliła do tych pokemonów ale ręce opadajom na taki szajs, dzięki któremu tworzą się debili. Możemy tylko pisać i zaszczepiać w ludziach ziarenko myśli na ten temat, jakiekolwiek refleksji. Poza tym chyba nic. Możemy się modlić, czuwać, kontemplować, płakać, starać się rozumieć, negować, wściekać się, bluźnić, akceptować, tłumaczyć, podchodzić spokojnie lub nerwowo. Nie możemy zrobić nic, bo za jaką partią byśmy nie byli, jakiej rasy, kraju, orientacji, religii jesteśmy, jak bardzo mądrzy byśmy nie byli –  jesteśmy bezradni.

Dziel się :