antypatycznie.pl

Tłus­te kom­plek­sy wyk­rzy­wiające szkielet rzeczywistości.

Kochani, post nie przypadkowo pojawia się teraz. Dostałam pewną książkę do recenzji i aby w pełni, móc się o niej i o jej autorce wypowiedzieć, potrzeba mi, odnieść ją właśnie do mojej historii. Zaburzenia odżywiania to choroba, która przychodzi powoli i wykluwa się w naszej psychice bardzo długo, dając owoce w postaci skutków w organizmie. To choroba, o której należy mówić i nie zamykać oczu i uszu na problem, z którym zmaga się mnóstwo zarówno kobiet jak i mężczyzn w każdym wieku.

Jestem gruba ?

U mnie ten problem pojawił się w wieku bodajże 13 lat, kiedy na tamtą chwilę bliska mi osoba powiedziała mi „coś Ci się przytyło”, oczywiście racji nie miała, bo to przytycie to były zaokrąglające się kobiece biodra, uda i piersi. Dokładnie pamiętam to zdanie, bo bardzo dużo zmieniło w moim życiu. Miałam ogromny problem z zaakceptowaniem tego, że moja sylwetka traci postać dziecięcą i zmieniam się w kobietę. Nigdy nie byłam gruba, przynajmniej teraz potrafię tak na to spojrzeć. Moja waga podczas dotychczasowego istnienia, nie przekroczyła 53 kilo, przy moim 165 – nie jest źle. Oczywiście wtedy myślałam o tym inaczej. Jako, że w wieku 13 lat psychika nie jest jeszcze tak ukształtowana, jest ogromnie podatna na to co mówią inni i wtedy też niestety była. Wzięłam sobie te słowa do serca i niewiele myśląc postanowiłam coś z tym zrobić. Te robienie, zostało ze mną na około 6/7 lat.

Jestem motylkiem

Nie od razu przestałam jeść, to był dosyć długi proces. Wpierw uczyłam się całej tabeli kalorii na pamięć, znałam ją pewnie lepiej niż niejeden dietetyk. Będąc wegetarianką sprawę miałam niejako ułatwioną, bo nikt nie wymagał ode mnie bym jadła tłuste kotlety czy inne wynalazki. Chciałam do tego podejść zdrowo rozsądkowo, już wtedy miałam pojęcie czym jest dieta, efekt jojo i zapewniałam sama siebie, że nie ucierpię na zdrowiu, że ograniczenie jedzenia jest całkiem normalne. Mimo, że tak szybko znienawidziłam jedzenie, to wokół niego, obracał się mój cały dzień. Co zjem, ile zjadłam, co jeszcze mogę zjeść, czego nie mogę i co muszę zrobić by to spalić. Wieczorami w łóżku, potrafiłam kalkulować o ile mogę zmniejszyć kalorie w ciągu tygodnia, by szybciej schudnąć. W tamtym okresie zaczęłam też sporo palić, by czymś zastąpić burczący żołądek. Omykałam obiady, często wolałam jeść sama. Później moje obiady lądowały w reklamówce, w szafce, czekając aż wyrzucę je idąc do szkoły. I tak powtarzałam sobie, że zacznę normalnie jeść, jak waga się unormuje, czyli spadnie. W końcu przyszło uczucie, że mimo braku jedzenia nie chudnę. Stojące cyferki na wadze były najgorszą z możliwych rzeczy, a ważyłam się kilkanaście razy dziennie. W internecie bardzo szybko znalazłam grupy Motylków – pro ana. Jeśli nie wiecie co to, po krótce wyjaśnię. Dziewczęta wrzucają na zamkniętych forach inspir-ana, czyli fotografie wychudzonych kobiet, wspierają się też piosenkami, które do teraz znam na pamięć typu superchick-courage. Do tego wypisują co, a przede wszystkim czego nie jadły. Chwalą siebie wzajemnie i narzekają na zły świat, który chce sprawić aby były wiecznie grube. Fora nie przypadkowo są zamknietę, z facebooka bardzo szybko usuwane są tego typu grupy, wyobrażacie sobie, że te młode dziewczyny o Anie wypowiadają się jak o swojej przyjaciółce, przepraszając ją za to, że znowu zawiodły – jedząc. To właśnie na motylkach, polecono mi konkretne tabletki przeczyszczające, który miały mi pomóc. Bardzo długo to właśnie tabletki okazywały się dla mnie zbawieniem. Zapewniałam siebie, że jeśli zjem dwa chlebki i tabletkę, to z pewnością nie przytyje i będę mogła mieć czyste sumienie. W najbardziej zaawansowanym momencie mojej „przygody” ważyłam 42 kilo, miałam wtedy bodajże 15/16. Wtedy zaczęły się problemy, o których istnieniu nie wiedziałam lub nie chciałam wiedzieć wcześniej. Wstanie z łóżka czasami graniczyło z cudem, opuszczałam bardzo dużo zajęć, większość dnia przesypiałam. Nie wspomnę o wyglądzie włosów i cery i paznokci. Zerowa ilość witamin, papierosy, stres – to po prostu nie mogło skończyć się dobrze.Pod koniec gimnazjum zaczęłam często tracić przytomność, mdleć i koniec, końców trafiłam do szpitala.

antypatycznie.pl

Jestem nabita

Później, regresy pojawiały się rzadko i krócej też trwały. Nadal za każdym razem kiedy wpadłam na motylki,  czułam się zawstydzona i winna. Winna tego, że jem i że wyglądam jak wyglądam. Fizycznie czułam się o wiele lepiej, z pewnością gorzej psychicznie. To jest pewnego rodzaju pranie głowy, które zaburza Twoje normalne myślenie i postrzeganie siebie. Patrzysz na siebie w lustrze i przychodzą Ci do głowy takie określenia, którymi nie nazwałabyś najgorszego wroga. Mając z tym do czynienia, nie bagatelizujcie tych osób, nawet jeśli „nie jest tak źle”, bo anoreksja to nie BMI, to Twój umysł i Twoje czyny. Drugie podejście tym razem nieco zmienione, pojawiło się na początku pierwszego roku studiów. Wtedy żarty rodziców napsuły mi w głowie. Z powodu mojego biegania i ćwiczeń, moja sylwetka nie była wychudzona lecz wysportowana i jędrna. Mama często w żartach mówiła, że jestem nabita, co dla niej było niczym, dla mnie było czerwoną lampką, której nie widziałam bardzo długo. Tutaj nie wykluwało się to długo, bardzo szybko zaczęłam ćwiczyć, ograniczać posiłki, wróciłam do tabletek i znalazłam łatwe wyjście, które tylko przyspieszało nieuchronny proces. Zwracałam wszystko co zjadłam, do tego stopnia, że potrafiłam jeść obiady w łazience i odliczać minuty, w których muszę się zmieścić z jedzeniem by zwrócić wszystko. Nie było tak, że najadałam się mnóstwa rzeczy taki wiecie atak głodu, tylko po prostu zwracałam nawet najmniejszą ilość mojego posiłku. Jak żałośnie musi wyglądać człowiek, który zasypia w łazience obok miski i talerza. Przestawałam w momencie kiedy serce łomotało mi jak szalone a żebra i klatka piersiowa, przynosiły ból nie do zniesienia. Na wspomnienie tamtego czasu, łapie się za głowę.

Kom­plek­sy – ko­nie tro­jańskie ludzkiej duszy.

Dzisiaj, staram się patrzeć na to trzeźwym okiem, widzę niedociągnięcia ale nie robię już z nich tragedii. Oczywiście tak jest na daną chwilę gdy pisze ten artykuł. Nie mam pojęcia czy to wróci, to jest trochę tak jak z alkoholikiem. Nigdy nie możesz powiedzieć na sto procent, że się tego pozbyłaś. Dla mnie metaforą jest ten centymetr, który jest gdzieś zawsze z tyłu, w kieszeni. Czy mogę powiedzieć, że coś zyskałam ? Z pewnością chore jelita, od dwóch lat choruje na refluks, ogromnie powiększyły mi się problemy z sercem, popsute zęby i zniszczony żołądek. To nie jest tak, że kiedy robimy coś w dosyć młodym wieku, to nie skutkuje na naszą przyszłość. Nadal potrafię godzinami porównywać się z innymi osobami, mierzyć się, ważyć choć długo tej wagi w domu po prostu nie mogłam mieć. Przy okazji jestem ogromnie zazdrosna, bo wciąż czuje się niepewna w takim ciele jakie mam. Godziny przepracowane z psychiatrą, nie dadzą Ci tyle ile ustawienie sobie tego wszystkiego w głowie. Ale nie narzekam już na biodra czy brzuch, który teraz wręcz uwielbiam, nie przeszkadza mi już sylwetka, która nieodwracalnie zmieniła się w kobiecą.

Wiem, że czyta mnie dużo młodych dziewczyn i chłopców. Zwrócę się przede wszystkim do was, jeśli któreś z was ma jakiekolwiek tego typu myśli lub już gdzieś pojawił się problem, to nie jest normalne, nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. Nawet jeśli tym wmawiającym jest wasz wewnętrzny głos. „To” nie kończy się na mniejszej wadze, a najczęściej na problemach, które nie pojawią się od razu ale będziecie się z nimi musieli zmierzyć w przyszłości. Zabrzmi to górnolotnie ale świat jest pełen różnych kolorów, kształtów i rozmiarów. Warto korzystać i akceptować tą różnorodność również u siebie.

To jedno zdjęcie z tamtego okresu, dziś jak wyglądam to już wiecie 🙂

antypatycznie.pl

 

 

Dziel się :