ablog

Znasz ten uścisk w żołądku, kiedy coś zaczyna się zmieniać ? Kiedy strach miesza się z ekscytacją i kiełkującym optymizmem ? Tak czułam się właśnie ja. Odrastałam ledwo od ziemi, miałam kilka lat, byłam chuda i koścista. Panie mówiły, że mam najsmutniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widziały. Nie miałam takiego życia jak inni, domu pełnego miłości i rodzinnego ciepła. Było nas kilkudziesięciu, dostawaliśmy jedzenie, kąt do spania i przynajmniej deszcz nie padał na głowę. O miłości mogliśmy zapomnieć,  bo jak rozdzielić ją na tyle osób ? Każdy z nas dostawał ledwo skrawek uwagi. Całymi dniami nie robiliśmy nic poza zabawą, bieganiem, leżeniem i jedzeniem. Nasza przyszłość jeśli w ogóle możemy o niej mówić, wypadała raczej blado.

Aż pewnego dnia, zrobiło się wokół mnie zamieszanie. Zjawili się oni, patrzyłam na nich z dołu, z lekkim przerażeniem. Moja opiekunka wzięła mnie na ręce i wtedy zobaczyłam ich twarze. On w średnim wieku, popielaty blondyn, z ogromnym uśmiechem. Ona niższa, młodsza, skrzecząca blondynka. Spędziliśmy razem trochę czasu, dostałam wielkie kawał uwagi. Wyobrażacie sobie ? Ja, spośród nas wszystkich. Ich dotyk, głos był pełen radości i ciepła. Później, odprowadzili mnie do opiekunki i wyszli machając. Nie miałam pojęcia co teraz, wrócą ? ktoś inny przyjdzie ? czy nikt nie da mi już uwagi.

ablog2

 

Po jakimś czasie przyszli znowu, uśmiechnięci i zadowoleni, jeszcze bardziej niż wcześniej. On wziął mnie na ręce i wyszliśmy. Zza jego pleców patrzyłam na opiekunkę, machała mi zadowolona. Ja nie mogłam i nie chciałam jej nawet pomachać, ostatnią rzeczą jakiej wtedy chciałam było jej ponowne oglądanie. Później pamiętam srebrny samochód, miętowy odświeżacz i głośne radio w aucie. Cały czas siedziałam na jej kolanach z przodu i patrzyłam przez szybę. Na szczęście droga nie była długa. Dom był spory, a jak na mnie to nawet bardzo duży i najpiękniejszy jaki widziałam. Pachniało w nim kuchnią, rodzinną atmosferą i codziennością. Rutyną jakiej mi brakowało. On zaprowadził mnie do ich sypialni, kupili mi dużo najróżniejszych rzeczy – postarali się. Miałam wszystko czego potrzebowałam do życia, snu, pielęgnacji i zabawy. Miałam ich. Tarzaliśmy się po podłodze i skakaliśmy po łóżku. Śmialiśmy się, wszyscy troje. Ja spragniona uczucia, oni szczęśliwi, że mnie mają.

Tak mijał długi czas, ile dokładnie nie pamiętam. Były lepsze i gorsze dni. Czasem kłócili się i krzyczeli na siebie i na mnie. Nie byłam wyjątkowo grzeczna, zdarzało mi się napsocić. Już się tak nie śmialiśmy, oni mieli smutne miny. Żadne z nich nie chciało ze mną chodzić na spacery ani się bawić. Ja starałam się siedzieć cicho i nie przeszkadzać. Byłam mała i nie wszystko rozumiałam, oni nie chcieli mi nawet wytłumaczyć. Któregoś, chłodnego poranka, poczułam znowu to ukłucie w żołądku, ale teraz czułam jedynie strach. Znowu zrobiłam coś złego ? Ona mnie przytuliła, wzięła na ręce jak dawniej, chyba było jej smutno bo z oczu kapały kropelki. On poklepał ją po ramieniu, wyszliśmy. Patrzę na domek, chce go zapamiętać. Znowu srebrne auto i miętowy odświeżacz. Droga dłuższa, radio głośniejsze, on jedynie nerwowo na mnie zerka. Coś tłumaczy ale nie rozumiem nic przez ten hałas. Staram się być cichutko i grzecznie, może wrócimy ? Chciałabym znowu tarzać się z nimi na dywanie. Silnik gaśnie, on odpina pasy i bierze mnie na ręce.

Dużo drzew, zgiełk, ruchliwa ulica. Kładzie mnie obok drzewa i patrzy mi w oczy. Całuje w nos, po czym wsiada do auta i odjeżdża. Trochę mi zimno, kapie na głowę a wiatr wieje po uszach. Czekam, wiem, że przyjdą. Wiem czy tylko mi się wydaje ?

Nie przyszli. Oddali mnie. Czekam tutaj na was. Abi – wasz pies.

Dziel się :